Wakacje w Toskanii 2019 – dzień 3 – Muzeum Historii Naturalnej Uniwersytetu w Pizie, Pietrasanta

Trzeciego dnia postanowiliśmy zwiedzić  Muzeum Historii Naturalnej Uniwersytetu w Pizie,  które znajduje się w prowincji Piza, w gminie Calci , u podnóża gór Pisani o nazwie „Val Graziosa”. Dawniej był to klasztor kartuzów.

Wewnątrz Charterhouse znajduje się Muzeum Historii Naturalnej, które obejmuje zbiory paleontologiczne, mineralogiczne i zoologiczne. Klimatyzowane i chłodne pomieszczenia mogą być doskonałym wytchnieniem w upalne dni, a zbiory są bardzo ciekawe i warte zobaczenia.

Przez okna muzeum możemy oglądać dawne eremy Kartuzów i piękne ogrody.

W podziemiach znajdują się wspaniałe akwaria – dla mnie, miłośnika podwodnego życia – była to najciekawsza część ekspozycji.

Po zwiedzeniu muzeum i chwili namysłu postanowiliśmy pojechać do Pietrasanta, w których chcieliśmy zobaczyć słynne rzeźby Igora Mitoraja, polskiego rzeźbiarza słynącego z ogromnych dzieł, których głównym motywem jest ludzkie ciało z jego pięknem i kruchością. Droga do Pietrasanta biegła u podnóża gór i zachwycała nas swoimi widokami.

A w samym miasteczku widzieliśmy wiele dzieł różnych artystów, ale nie odnaleźliśmy ani jednej rzeźby Mitoraja… Mimo to miasteczko warto zobaczyć również z innych powodów: Duomo di Pietrasanta, wspaniała kawa i miejscowe lody. A nieopodal piękne plaże i morze…

Warto wspiąć się na wzgórze, na którym znajdują się ruiny zamku, a z którego roztacza się wspaniała panorama miasta oraz widok na morze! Jest dość stromo, ale wysiłek się opłaci.

Pośród uroczych uliczek jest całe mnóstwo sklepów, galerii, tanich knajpek i restauracji, gdzie bez wcześniejszej rezerwacji po południu nie uświadczysz wolnego miejsca…

Po spacerach po mieście już nam się nie chciało moczyć nóg w morzu, więc tylko rzuciliśmy okiem na plaże z okien samochodu.

A droga powrotna była chyba jeszcze piękniejsza wraz z zapierającymi dech w piersiach widokami. Ech już nam tęskno…

A w domu przywitały nas zwierzaki: towarzyski i ciekawski kurczak oraz króliczek. Co więcej nasza gospodyni poczęstowała nas własnoręcznie zrobioną tartą z cukinii – palce lizać! To był dobry dzień 🙂

no comments